Czy Mindfulness jest relaksem?

Gdy siadamy do medytacji uważności, skupiamy uwagę na oddechu i odczuwamy, jak w jego trakcie zachowuje się ciało: napina przy wdechu a rozluźnia przy wydechu. Możemy odczuwać błogość i odnosić wrażenie, że medytacja uważności działa relaksująco. Czasem sam fakt, że siadamy, odkładając na chwilę zabieganie i zgiełk codziennego życia, sprawia, że czujemy się spokojniejsi a nawet senni – ciało ma wreszcie okazję upomnieć się o swoje.

Jednak relaks nie jest celem praktyki uważności. Nie jest to także nauka, jak się uspokoić.

Uważność  – sztuka bycia tu i teraz  – to świadome przeżywanie tego, co nam się przydarza. Kiedy cieszymy się – choćby ze spotkania z przyjaciółmi – zauważamy uśmiech na ustach i bijące szybciej serce, odczucie podekscytowania. Kiedy dopada nas smutek albo złość, bo na przykład po raz kolejny trzeba było przełożyć wycieczkę do wymarzonego miejsca, zauważamy je i pozwalamy im być, bo przecież pojawiły się nie bez przyczyny.

Kiedy siadam do formalnej medytacji uważności, zachowując przytomną obecność uczę się prowadzić obserwację tego, czego doświadczam: fizycznych doznań płynących z ciała, wrażeń, jakie odbieram zmysłami, myśli, które przychodzą i odchodzą oraz przepływających przeze mnie emocji. Z ciekawością przyglądam się wszystkiemu niezależnie od tego, czy jest to przyjemne, neutrale czy nieprzyjemne. Sprawdzam, jak to jest być, co jest, przyjmować to, jakiekolwiek by to nie było, z życzliwością i dbałością o siebie, z otwartością na badanie własnych granic i z ich poszanowaniem.

Trudno zatem praktykowanie uważności nazwać relaksem. To raczej nauka zachowania spokoju niezależnie od okoliczności, zarówno w sytuacji podekscytowania jaki i w sytuacji, gdy znajdujemy się pod wpływem stresu. To sztuka odnajdywania się w każdej sytuacji, umiejętność przeżywania jej w spokoju niezależnie od tego, jaka ona jest i odpowiadania na nią w sposób świadomy, bez poddawania się automatycznym reakcjom wraz ze zdolnością do szybszego powrotu do równowagi.